Paparazzi, dziennikarze bulwarówek i tłumy histerycznych fanek to niejedyny problem, z jakim muszą się borykać gwiazdy Hollywood czy piłkarze najlepszych drużyn. Nowym kłopotem, z jakim muszą się borykać sławy, jest cybersquatting, czyli wykorzystywanie ich imion i nazwisk do tworzenia stron WWW niemających z nimi absolutnie nic wspólnego.
Ofiarami niecnego procederu padli m.in.: Scarlett Johanson, klub piłkarski Arsenal czy Uniwersytet Yale. Za każdym razem ich nazwy lub nazwiska stawały się częścią adresów domen internetowych zwykle niemających z nimi nic wspólnego. Podobne sytuacje przydarzyły się Google'owi i portalowi aukcyjnemu eBay czy wreszcie domom handlowym Harrodsa.
Jak informuje ONZ, Światowa Organizacja Własności Intelektualnej (WIPO) rozpatrzyła w ubiegłym roku ponad 2,3 tys. spraw dotyczących cybersquattingu.
W przyszłości takich spraw może być jeszcze więcej, gdyż ICANN, czyli organizacja zajmująca się tworzeniem, nadawaniem i nadzorem rozszerzeniem domen (np. ".com", ".gov"), szykuje się do wprowadzenia nowego rodzaju końcówek. Za wprowadzeniem rozszerzenia "eco" lobbuje m.in. Al Gore oraz kilka organizacji ekologicznych.
poniedziałek, 16 marca 2009
Gwiazdy walczą o adresy stron WWW
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz